Cofnijmy się w czasie. Jest rok 2009, pracuję w szkole językowej, kończę pisanie doktoratu na temat kultury wiktoriańskiej na anglistyce i zastanawiam się, co dalej. Przeglądając gazetę, widzę ogłoszenie o projekcie WSAB – Warszawa Stolicą Ambitnego Biznesu. Czytam, myślę, spisuję pomysł i się zgłaszam. Przychodzi odpowiedź: chcą mnie z moją językową księgarnio-kawiarnią. Przez kilka miesięcy szkolę się z przedsiębiorczości w Akademii Leona Koźmińskiego, teorię zdaję śpiewająco, piszę biznes plan. Na etapie składania wniosków o dotację zwalniam, bo pierwszy krok to założenie działalności, a ewentualna „wygrana” nie pokryje wszystkich kosztów przedsięwzięcia. Trudno, pomysł musi poczekać – zwłaszcza, że w międzyczasie na horyzoncie pojawia się możliwość zatrudnienia na UW. Zostaję na uczelni.

10 lat później, bogatsza o wiedzę, wiele doświadczeń i znajomości, wracam do starego marzenia, które dostaje nową nazwę. Marzenie zamieniam w plan, plan realizuję. Choć pomaga mi w tym wiele osób, remont lokalu się przedłuża, a na odbiory czekam nieprzyzwoicie długo. Jednak dopinam swego i w styczniu 2020 księgarnio-kawiarnio-konsultownia rusza w komplecie. Ludzie mówią, że jest fajnie, kolorowo, przytulnie, że brakowało takiego miejsca w okolicy. Mówią też, że kawa jest smaczna, ciasta pyszne, a muzyka taka, jak trzeba. Przygarniam book club, który raz w miesiącu się tu spotyka, planuję kilka projektów z ciekawymi osobami, a na co dzień mam już nawet stałych bywalców.

Przychodzi marzec, a z nim pandemia i nieplanowane zamknięcie. Jak wiele osób patrzę, jak to, co stworzyłam, zaczyna się sypać… I znowu myślę i planuję.

W kwietniu ruszam ze sprzedażą książek w sklepie internetowym, a od maja przenoszę tam także konsultacje. Z ciężkim sercem rezygnuję z kosztownego wynajmowania lokalu – zamiast kawy do hasła w logo wchodzą kursy. Książki i konsultacje pozostają.

Na razie wyłącznie online, ale jestem i działam 😉