Wyobraźcie sobie grubą powieść w języku, którego się uczycie. W środku dużo podkreśleń czy innych oznaczeń ciągnących się przez kilka pierwszych stron. Dalej kartki jakby prosto z drukarni, „czysty” wyrzut sumienia… Znacie to?

„[G]iggles”, „explicit”, „terse”, „morsel”, „homage”, „witty”, „pituitary”, „abandonment”, „grudge”, „engrossed”, „insipid”, „hostile”, „precautions”, „dubious”, „saturation”, „mediocre” – to kilka słów podkreślonych przeze mnie w jednej z pierwszych książek, które  przeczytałam po angielsku.

Po każdym takim słowie była cyfra, a na dole strony tłumaczenie (umiłowanie do wizualnego ładu mam chyba wrodzone). Chociaż i linie, i notatki wytarłam ponad dwadzieścia lat temu, ślady po ołówku są nadal widoczne i, co mnie ogromnie cieszy, ciągną się do przedostatniej strony tekstu – najwyraźniej na ostatniej wszystko było jasne.

E-czytniki ułatwiają sprawdzenie znaczenia słów, ale nie rozwiązują problemu. Wiele osób zaczyna swoją pierwszą lekturę w języku obcym i szybko się poddaje. A przecież jest kilka prostych sposobów, żeby bezboleśnie dotrzeć do końca.

Masz ulubioną książkę? Poszukaj wydania w języku, którego się uczysz.

Sięgając po tekst, którego nie znasz, skupiasz się na poznawaniu treści, postaci, ich losów i na języku. Znając bohaterów, nie zacinasz się na trudnościach językowych. Możesz sobie przypominać ich historię strona po stronie i po prostu cieszyć się z czytania.

Chcesz poznać nowy tekst? Trzymaj się do tego, co znasz – ulubionego autora, gatunku lub tematu.

Gdy w II połowie lat 90-tych oglądałam filmy Pedro Almodóvara i dowiedziałam się, że ma on na koncie także kilka opowiadań i esejów, chciałam je poznać. Czytanie po hiszpańsku było poza zasięgiem, wydania polskiego jeszcze nie było, więc kupiłam wersję angielską. I tak dotarłam do ostatniej strony „The Patty Diphusa Stories and other writings” (1991; przekład ang. 1992) – tej bez podkreśleń. Drugą książką, jaką mój mąż przeczytał po angielsku, było „It” Stephena Kinga – jak być może wiecie, nie należy do najkrótszych powieści. Było to na dobre kilka miesięcy przed podejściem do egzaminu FCE.

Nie chcesz się porywać na pełną wersję tekstu? Czytaj dostosowaną do Twojego poziomu językowego.

Na studiach zaczęłam uczyć się hiszpańskiego i chciałam sprawdzić, jak mi idzie czytanie dłuższych tekstów, które wybieram ja, a nie autor podręcznika. Kupiłam kilka skróconych i uproszczonych wersji tekstów, ale do końca doczytałam chyba tylko te, które wcześniej poznałam po polsku czy po angielsku. Szukajcie tzw. graded readers, które podzielone są na poziomy na podstawie znajomości zakresu słów – każde dobre wydawnictwo specjalizujące się w nauce języków ma je w ofercie.

Nie znasz każdego zwrotu? Nie musisz.

Skup się na kontekście i czytaj dalej. Przecież gdy oglądasz film w oryginale, nie pauzujesz za każdym razem, gdy czegoś nie rozumiesz. Można sprawdzać słówko po słówku, ale po co? Zaznaczaj i wróć do nich po skończonym rozdziale, jeżeli nadal będzie taka potrzeba – może się przecież okazać, że wytłumaczenie czeka na kolejnej stronie. Ja sprawdziłam ww. “pituitary” od razu – nie miało ono wpływu na akcję (nie, nie mam tak dobrej pamięci, ale przeczytałam przed chwilą ten akapit, żeby się upewnić), a oderwało mnie od lektury. Do tej pory nie użyłam go ani mówiąc, ani pisząc po angielsku.

Morał? Czytaj.

Na Instagramie są przykłady książek z naszych zbiorów – obserwuj, bo będzie więcej.

P.S. Jeżeli nie znasz słówka „pituitary” i do tej pory czytasz bez przerwy na jego sprawdzenie, definicję możesz poznać tutaj, a ilustracje zobaczyć tutaj.